blog

Rozdział 2

środa, 3.marca.2010, 23:11
Małe ogłoszenie. Otóż założyłam na onecie bloga i będą tam też publikować to opowiadanie. Denerwuje mnie tutaj trochę html gdyż nie umiem sobie z nim poradzić, więc jakby ktoś chciał przeczytać wszystkie notki od początku to odsyłam na http://take-a-chance-make-a-change.blog.onet.pl
Notki będą się pojawiać w tym samym czasie i tutaj i tam. A teraz miłego czytania ;)
******



APOV

Czułam narastającą we mnie wściekłość, kiedy kierowca się ze mną sprzeczał, a do tego niewiele brakowało do wybuchu mojej dzikiej furii. Miałam nieodpartą ochotę pobić faceta za samo obrażanie mojego aparatu.
- Odbiło totalnie? Przez głupi aparat bym cię przejechał! – Darł się na mnie niemiłosiernie, a ja jedynie mu odpowiadałam równie donośnym wrzaskiem.
Kiedy wreszcie udało mi się pozbyć natręta, dałam upust emocjom i zaczęłam siarczyście klnąć, jednocześnie pstrykając fotki grupce dzieci bawiących się na pobliskim placu zabaw. Nie zależało mi za bardzo na zbliżeniu, bo w tej chwili chciałam jedynie jakoś rozładować napięcie, a gdybym chciała robić bardziej ambitne zdjęcia potrzebowałabym i mojej lustrzanki, i lepszego nastroju.
Już się odwróciłam, żeby iść dalej, kiedy zobaczyłam, że wpatruje się we mnie dziwnie znajoma twarz, zakrywaną skutecznie przez okulary przeciwsłoneczne. Nie potrafiłam określić wieku mężczyzny, ale zamiast tego widziałam zarys jego wysportowanej sylwetki, do której doskonale dobrane były czarne dżinsy, rozpięta koszula w czerwoną kratę oraz biały t-shirt.
Wyraźnie przewyższałby mnie o głowę, gdyby się zbliżył i nawet buty na wysokim obcasie by nie pomogły mi go przewyższyć.
Opuściłam aparat przyglądając mu się badawczo, kiedy nagle ściągnął okulary.

Patrzyłam na niego jak ciele w malowane wrota, czując na sobie spojrzenie tych niemal krystalicznie błyszczących się błękitnych oczu, wokół których wyraźnie zarysowane były ślady nieprzespanej nocy.
Odruchowo, cały czas patrząc na niego, uniosłam aparat i wykonałam jedno, zapewne niewyraźne zdjęcie.
Fakt, kilkakrotnie miałam już styczność z gwiazdami wielkiego formatu, których zdjęcia z obiadów w najróżniejszych miejscach, czy z zakupów z rodziną, sprzedawałam brukowcom, ale nigdy nie spotkałam kogoś kogo twórczość miała na mnie jakiś wpływ. Lubiłam Johnny’ego Depp’a za jego role w filmach, czy Stephena Spielberga za przenoszenie na ekran tekstu pisanego zawartego w scenariuszach, ale oni nie pisali piosenek, których słuchając robiłam najlepsze zdjęcia.
Pogrążona w zamyśleniach nie spostrzegłam jak się do mnie zbliżył, teraz dzieliły nas jakieś dwa metry. Uśmiechał się lekko, uważnie mnie obserwując.
- Cześć. – Odezwał się wyraźnie czymś rozbawiony. – Mało co i by cię potrącił.
- Pasja wymaga poświęceń. – Wzruszyłam ramionami.
- Zauważyłem. – Zaśmiał się patrząc na mój aparat. – Lubisz robić zdjęcia?
- Czy lubię? Ja to kocham! – Spojrzałam na niego jak na jakiegoś idiotę, bo doskonale wiedziałam, że gołym okiem widać, jakim uczuciem darze moje aparaty. – Ale co to kogo obchodzi?
- Ja też jestem oddany mojej pasji. – Sięgnął w stronę mojego aparatu. – Mogę zobaczyć?
Pokręciłam głową kategorycznie odmawiając. Jeszcze tego mi brakuje, żeby mi gdzieś aktorzyna zwiał z moją cyfrówką.
- Nie to nie. – Odezwał się po chwili. – Może w takim razie dasz się zaprosić na kawę?
Milczałam wpatrując się tę przystojną twarz Jareda Leto, której lekki zarost wyraźnie nadawał bardziej męskiego charakteru.
Czy on właśnie mnie zaprosił na kawę?
Podrapałam się po głowie zastanawiając nad odpowiedzią. Nie było mi łatwo, ale musiałam odmówić.
- Muszę wracać, bo umówiłam się z siostrą na zakupy. – Nie lubiłam zbytnio kłamać, ale czasami do osiągnięcia wyższego celu było kłamstwo, poza tym jakoś nie kręciła mnie myśl o spędzeniu większej ilości czasu z jednym z najzdolniejszych podrywaczy show biznesu.
- Szkoda. Jakbyś się jednak namyśliła, podam ci mój numer. – Uśmiechnął się ciepło do mnie, tym samym niemal łamiąc moją silną wolę.
Przedyktował mi swój numer telefonu, a ja szybko zapisałam go w pamięci swojej komórki. Nie namyślając się dłużej rzuciłam krótkie „na razie” i pobiegłam w stronę hotelu.

Siedziałam na łóżku, pokoju numer trzysta trzy, przeglądając zdjęcia na mojej cyfrówce, kiedy nagle usłyszałam dźwięk oznajmiający wszem i wobec, że do Alex przyszedł właśnie sms. Nikt nie miał tak nienormalnego dzwonka jak ja.
Wyciągnęłam z kieszeni mojego czerwonego sony ericssona i odczytałam smsa od mojej przyjaciółki – Morgan, która pracowała chwilowo w jednej z gazet plotkarskich w charakterze asystentki jednego z redaktorów.
Napisała mi, że musi mi pilnie przekazać jakąś wiadomość, więc nie czekając ani chwili dłużej uruchomiłam mojego laptopa.
Jak tylko włączyłam komunikator internetowy, i zalogowałam się do sieci, otrzymałam wiadomość od Morgan.
Czerwona, mam dla ciebie info z ostatniej chwili dosłownie. Słyszałam rozmowę mojego szefa z jednym z reporterów i podobno, istnieje lista, na której zapisane są zdjęcia, za które gazety są wstanie zapłacić kosmiczne sumy, żeby zdobyć je, jako pierwsze. Jak tylko wyślę ci smsa – którego zapewne już przeczytałaś – pójdę wybadać sprawę u szefa. Wiem, że cię lubi i wierzy w twoje zdolności, więc na pewno mi coś powie. Buziaki! Trzym się, a i nie zapomnij do mnie pisać.
Uśmiechnęłam się do siebie. Kochana Morgan, ona zawsze potrafiła wyhaczyć idealną okazję do sprzedaży jakichś zdjęć. Była moją osobistą wtyczką i dzięki niej moje zdjęcia zawsze lądowały na szczycie całego stosu innych na biurku jej szefa.
Widząc jej status nieobecności, postanowiłam napisać jej krótkiego maila. Przelałam w niego całą wściekłość z powodu braku przy mnie mojej lustrzanki, oraz wrażenia z irytującej podróży z moją siostrą w jednym samochodzie, nie mogłam jednak zapomnieć o tym, co przydarzyło mi się tego popołudnia.
Odpowiedź dostałam zaledwie godzinę później, gdy oglądałam wywiad z jakimś nowo powstałym zespołem na mtv. Rozpoczynałam czytanie maila od przyjaciółki z szerokim bananem na buzi, ale wraz z kolejnymi wersami uśmiech ustępował totalnemu skołowaniu.
"Dzwoń do tego całego Leto dziewczyno! Jego naga fotka jest sporo warta podobno. Wiesz, całujący się Orlando Bloom już nikogo nie kręci, a nagi Jared kręci wszystkich! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że za kasę za ta fotke miałabyś już na własność studio, tylko na sprzęt byś musiała dozbierać?"
Ten fragment nieco zbił mnie z pantałyku. Jestem paparazzi, ale jak niby miałabym trzasnąć nagą fotkę, jakiemu kol wiek aktorowi? Morgan jednak przewidziała moją reakcję, bo niżej widniało zdanie, które miałam pamiętać jeszcze długo.
"Zadzwoń do niego! Jeśli chciał cię zaprosić na kawę to pewnie nie tylko o to mu chodziło. Znam cię i wiem, że jeśli potrafiłaś robić głupie zdjęcia własnej siostrze jak spała, to i temu całemu Leto zrobisz świetną fotkę. Poza tym, mogłabyś się pochwalić, że spałaś z samym Jaredem Leto."
Morgan była najbardziej bezpośrednią z moich przyjaciółek, lubiłam w niej to, jednak czasami sprawiała tym wiele kłopotów.
Siedziałam tak na łóżku, z laptopem na kolanach i zastanawiałam się nad sensem jej słów. Może i miała rację? Dlaczego nie miałabym skorzystać z nadarzającej się okazji? Leto sam chciał zaprosić mnie na kawę, a nie miałam pewności czy tylko na tym by się skończyło.
Z pewnym wahaniem chwyciłam telefon i wykręciłam numer, który dzisiejszego popołudnia zapisałam w pamięci mojego czerwonego przyjaciela.
Przeczekałam trzy sygnały i w chwili, kiedy już się cieszyłam, że nie odebrał, usłyszałam jego głos.
- Hej, z tej strony Alex. – Przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się krzywo do samej siebie. – Dziewczyna z aparatem, której mało nie potrącił dzisiejszego popołudnia jakiś rąbnięty facet.
- Wystarczyło powiedzieć „dziewczyna, którą chciałeś zaprosić na kawę” – roześmiał się do słuchawki, co dodało mi nieco pewności siebie. – Czyżbyś zmieniła zdanie? – spytał.
- Pomyślałam, że jutro moglibyśmy się spotkać na tą kawę, jeśli chcesz. – Oznajmiłam bez owijania w bawełnę.
- Świetnie! Może być o dziesiątej? Przyjadę po ciebie, tylko podaj mi adres.
- Hotel Ibis. – Spojrzałam w stronę drzwi zza których dochodziła mnie czyjaś rozmowa.
- Więc o dziesiątej. – Powtórzył. – Bądź gotowa.
- Jasne będę. Teraz wybacz, ale muszę kończyć. – Usłyszałam lekko podniesiony głos mojej siostry, czyli innym słowem, ona i Samu prowadzili pod drzwiami do mojego pokoju ożywioną rozmowę na jakiś temat.
- Więc do zobaczenia jutro.
W chwili, gdy się rozłączył do mojego pokoju wparowała Jul cała czerwona jak burak, chyba była wściekła.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział 1

sobota, 13.lutego.2010, 02:17
Na początek notka dość krótka, ale mam nadzieje, że mimo to wam się spodoba ;) Mam już spore plany co do dalszego ciągu, więc pozostaje wam czekać na kolejne rozdzialiki ;D
~~~~~


APOV

- Alex, przestań robić te cholerne zdjęcia! – Usłyszałam za plecami głos siostry. – Musimy jechać dalej!
Niechętnie odłożyłam moją podróżną cyfrówkę do plecaka, po czym wróciłam do samochodu. Widziałam jak parking przy autostradzie mijają samochody i pragnęłam mieć przy sobie mój profesjonalny zestaw fotograficzny, lecz on niestety został w Nowym Jorku.
Zrezygnowana zapięłam pasy tęsknie marząc o tym, żeby w moich dłoniach znalazła się moja lustrzanka, którą uwielbiałam zabierać na takie wypady, niestety tym razem otrzymałam pewien warunek. Albo zrobię sobie przerwę od pracy, albo nici z wakacji z Jul i jej chłopakiem.
Na całe moje szczęście dałam rade przemycić jeden mały aparat cyfrowy, dzięki czemu pstrykałam fotki niemal bez przerwy. Denerwowałam tym również siedzącą na miejscu pasażera siostrę, która niemal zabijała mnie wzrokiem.
- Nie patrz tak na mnie. Ja bez aparatu to jak ryba bez wody. – Wytknęłam w jej stronę język, jednocześnie szczerząc ząbki w uśmiechu.
- Wiem, wiem – westchnęła zrezygnowana.
- Zobaczysz, będę mieć własne studio, a wtedy pierwszą klientką będziesz ty.
- Tak, ale jak na nie zarobisz? – Spojrzała na mnie wymownie. Wiedziałam, o co jej chodzi, nie tolerowała mojego sposobu zarabiania pieniędzy, choć nie zawsze mówiła o tym na głos.
- Już ci to tłumaczyłam przecież – jęknęłam pochylając się w jej stronę. – To są osoby publiczne, a życie prywatne takich osób też jest publiczne. Nie łamię prawa. Robię to, co kocham, czyli fotografuje i dostarczam ludziom informacje.
- Kradniesz ich prywatność – mruknęła pod nosem, co ja niestety usłyszałam.
- Juliet Evans, zamilcz, albo na najbliższym postoju staniesz się ofiarą paparazzi. – Zagroziłam robiąc niby to groźną minę.
Samu, chłopak mojej siostry, który aktualnie pełnił rolę kierowcy, śmiał się z nas otwarcie. Całe szczęście, że był wyśmienitym kierowcą, bo inaczej zaliczylibyśmy, co najmniej jedno najbliższe drzewo.
- Więc jak długo zostajemy w mieście aniołów? – Spytałam wracając na swoje miejsce.
- Jakieś dwa tygodnie. – Odpowiedziała mi siostra patrząc na drogę przed nami. – Przyda się nam odpoczynek.
- Ja wszystko rozumiem, ale dlaczego zabrałaś mi moją lustrzankę?
- Żeby ci nie odbijało na widok sław. – Uśmiechnęła się złośliwie. – A jeśli usłyszę cokolwiek o zdjęciu kogokolwiek i o cenie, jaką za nie byś dostała, to obiecuje ci, już nie zobaczysz ani lustrzanki, a i cyfrówka ucierpi.
- Wiesz co? – Ponownie pochyliłam się w jej stronę, by móc warknąć do ucha. – Chrzań się!
W tym momencie zakończyła się nasza konwersacja. Przez całą resztę drogi byłam pogrążona w myślach i planach mojej przeprowadzki. Nie wspominałam o tym jeszcze Jul, bo trudno przewidzieć jakby zareagowała, ale jedno było pewne, zbliżał się dzień mojego wyjazdu z Vegas. Potrzebuję przestrzeni, gdzie będę mogła rozwinąć skrzydła i oddać się pasji, którą kocham.
Ściskałam cały czas w dłoniach moją cyfrówkę, broniąc ją przed wściekłym wzrokiem siostry, która wyraźnie chciała mi ją przy najbliższej okazji odebrać, a na to nie mogłam pozwolić. Być może podczas tych wakacji uda mi się zrobić parę ciekawych fotek…

W Los Angeles byliśmy około trzeciej popołudniu. Nie mogłam napatrzeć się na to miasto, a w oddali widziałam słynny napis na wzgórzach: „Hollywood”. Znalazłam się w mieście, gdzie spełniają się marzenia młodych gwiazdek filmowych. I, choć mieszkam w Stanach od urodzenia, w Los Angeles nie byłam ani razu.
Tak jak się spodziewałam, zatrzymaliśmy się w jednym z trzygwiazdkowych hoteli na przedmieściu, którego właścicielem był przyjaciel Samu, więc nocleg innymi słowy darmowy. Warunek jednak był jeden, kierowany głownie do mnie, otóż nie mogę urządzać żadnych scen, imprez w pokoju czy nawet kłótni z kimkolwiek w hallu. Jeśli będzie inaczej, zapłacę cały rachunek z własnej kieszeni.
Nie miałam zamiaru słuchać jak za ścianą moja siostra bawi się ze swoim chłopakiem w mizianie na ekranie i w zaznajamianie z hotelową pościelą, więc wybrałam się na małą wycieczkę, po okolicy z nadzieją złapania jakiegoś ciekawego miejsca do uwiecznienia na karcie pamięci w aparacie.


JPOV

Wszedłem do salonu, gdzie na sofie rozwalony spał Tomo, a tuż pod nim, na dywanie przed kominkiem chrapał Shann. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem i założyłem na nos okulary przeciwsłoneczne, które miały ukryć moją zarwaną noc.
Wychodząc z domu postanowiłem zrobić sobie jeden dzień wolnego od wszelkich wywiadów czy fanów, jeśli to w ogóle mogło być możliwe w tym mieście. Wyciszyłem mojego blackberry, żeby nikt mi nie przeszkadzał i oddałem się błogim rozmyślaniom.
Trasa za pasem, a my jeszcze nawet nie zaczęliśmy dobrze się przygotowywać. Trzeba to w najbliższych dniach nadrobić, w dodatku zastanawiałem się nad wydaniem jakiegoś albumu uwieczniającego europejską trasę, a do tego potrzebny był jakiś fotograf z nerwami ze stali, gdyż ja i chłopacy nie należeliśmy do osób, z którymi praca jest łatwa i przyjemna.
Idąc ulicą usłyszałem nagle jakieś krzyki.
- Czy pan do jasnej cholery jest ślepy?! – Wrzeszczała jakaś dziewczyna. – Tu są cholerne pasy! I idą ludzie! Wśród nich ja i mój aparat!
- Ale inni ludzie nie zatrzymują się na środku ulicy żeby zrobić idiotyczne zdjęcie nadjeżdżającego samochodu! – Odpowiadał jej wściekle jakiś mężczyzna.
Odwróciłem się w stronę, z której słyszałem kłótnię i ujrzałem młodą dziewczynę ubraną w spodnie w szkocką kratę i czarną bluzę. Po jej kształtnych plecach spływały pasma czerwonych włosów ozdobionych paroma czarnymi pasemkami. W lewej dłoni trzymała coś małego, jednocześnie drugą wymachując podstarzałemu mężczyźnie przed nosem.
Zanim się zdążyłem zorientować, facet wsiadł do samochodu trzaskając drzwiami i odjechał z piskiem opon.
- A idź do diabła! – Krzyknęła za nim dziewczyna, po czym zrobiła zdjęcie odjeżdżającego wozu.
Roześmiałem się cicho słysząc jak przeklina rozglądając się po okolicy i robiąc zdjęcia dzieciom bawiącym się w parku czy ptakom siedzącym na drzewie.
Być może właśnie uśmiechnęło się do mnie szczęście.
Nie Leto, nie licz na szybki podryw i jeszcze szybszy sex. Ta dziewczyna ma w sobie pasję, daj jej szansę zaistnieć.
I dokładnie w chwili, gdy odwróciła się do mnie z aparatem, a ja ujrzałem jej błękitne oczy pełne zaciętości i uporu. Opuściła aparat przyglądając mi się dziwnym wzrokiem.
Zauważyła mnie, pytanie tylko, czy rozpoznała.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Początek

poniedziałek, 8.lutego.2010, 02:50
Witajcie! Wkrótce tu pojawi się wytwór mojej chorej wyobraźni ;) Na razie jednak muszę popracować nad ogólnym wyglądem bloga oraz napisać pierwszy rozdział ;D

W tej chwili mogę jedynie powiedzieć, że twór będzie o dziewczynie szaleńczo oddanej swojej pasji, która zarabia na życie polując na gwiazdy i ich prywatne życie. Któregoś dnia pojawia się jednak okazja na spory przypływ gotówki. W jaki sposób? Otóż Alex musi zdobyć kilka nagich fotek jednego z aktorów - Jareda Leto.

Taaaak moja wyobraźnia jest mega chora ale cóż ;D
Ach i notki nie będą się pojawialy regularnie, gdyż posiadam jeszcze kilka innych blogów na których piszę ;D
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii


szablon

wykonała: emm, pobrano z: szablony.blogowicz.info
wspierane przez: Blog & pomoc blogowa